starostwo powiatowe w sochaczewie

Strona główna Procedury Covid-19 Specjalista radzi O nas Pracownicy Oferta Wspomaganie szkół i placówek Opis proponowanych zajęć Pliki do pobrania Archiwum publikacji BIP Dzień talentu Jak przygotować się na wizytę w Poradni Koncepcja pracy Listy dla rodziców Publikacje Słownik pojęć i terminów używanych w opiniach i orzeczeniach wydawanych przez Poradnię Statut Szkoła dla rodziców i wychowawców Zapytanie ofertowe Zespoły Orzekające Galeria Powiatowy konkurs literacki Klauzula Informacyjna według Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) RODO

Na drodze do wzajemnej komunikacji

A A A

Na drodze do wzajemnej komunikacji

czyli słów kilka o akceptacji uczuć dziecka

 

Temat komunikacji interpersonalnej to temat rzeka, dlatego nie będę odnosić się do wszystkich jego aspektów. W niniejszym artykule chciałabym się skupić na jednej ważnej kwestii wspierającej komunikację rodzic  - dziecko, mianowicie na uczuciach. Uczucia, emocje, tak dużo się o nich ostatnio mówi, a jednocześnie w praktyce mało zwraca na nie uwagę. Często też bywa tak, że skupiamy się na własnych uczuciach, zapominając, że nasze małe pociechy też przeżywają mnóstwo emocji, często bardzo sprzecznych, intensywnych, które zmieniają się z prędkością światła. Oczywiście w naszych kontaktach z dziećmi jest wiele sytuacji, kiedy nie ma czasu na zastanawianie się nad emocjami dziecka i jego motywacją do danego zachowania, tylko trzeba się skupić na szybkim działaniu, jak np. wtedy kiedy dziecko próbuje wybiec na ulicę lub próbuje czymś rzucić w rodzeństwo. Jednak jest drugie tyle sytuacji, w których skupienie się na emocjach dziecka i ich rozładowaniu pozwoliłoby uniknąć późniejszych wybuchów złości i histerii, a co za tym idzie konfliktów na linii dziecko-rodzic.

W związku z powyższym chciałabym zachęcić wszystkich do zapoznania się ze strategią Joanny Faber i Julie King przedstawioną w książce „Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały”. Polega ona na tym, by w sytuacji wybuchu emocji dziecka, postarać się je przyjąć, bez oceniania i komentowania oraz pomóc dziecku określić, co właśnie przeżywa. Wychodzi ona z założenia, że łatwiej jest nawiązać współpracę z dzieckiem, jeśli postaramy się by miało lepsze samopoczucie, podobnie jak z nami dorosłymi, jeśli źle się czujemy to wszystko nas denerwuje, byle błahostka potrafi wytrącić nas z równowagi, jeśli zaś mamy dobry humor, łatwiej namówić nas do podejmowania wyzwań, zrobienia czegoś, nawet trudnego. A lepsze samopoczucie możemy uzyskać poprzez rozładowanie nurtujących nas uczuć i emocji.

Niestety trudność całego przedsięwzięcia jak wskazują J. King i J. Faber polega na tym, że o ile łatwo nam zaakceptować pozytywne uczucia dziecka i w takich chwilach współodczuwać je razem z nim, o tyle trudno, przyjąć jest uczucia negatywne. Najczęściej chcemy się ich jak najszybciej pozbyć lub im zaprzeczyć. Najczęstsze wymienione w książce reakcje negatywne to:

- zaprzeczanie uczuciom dziecka, np. poprzez mówienie mu, że powinno przestać marudzić czy płakać lub też, że nie powinno się tak złościć, w wydawałoby się błahej dla nas sprawie.

- podejmowanie prób naprawienia sytuacji, rozwiązania problemu,

- udzielanie porad, dawanie kazań, jak wypadałoby się zachować,

- filozofowanie pod tytułem takie jest życie i nie ma co się przejmować,

- porównywanie z innymi dziećmi, że w takiej sytuacji koleżanka lub kolega poradziliby sobie tak i tak,

- zadawanie pytań o motywy postępowania dziecka, które w tej sytuacji tylko pogłębiają frustrację malucha.

Przykład : Każdy z nas rodziców zna sytuację, kiedy potomek złości się, bo chce założyć do przedszkola niebieską bluzkę, która akurat jest w praniu, a nie zieloną, którą mu naszykowaliśmy i powoduje to przejście tornada po domu, a nam zależy tylko na tym, by zdążyć na czas.

- zaprzeczanie: przestań marudzić, przecież to mało ważne w jakiej pójdziesz bluzce. Masz się ubrać i już.

- rozwiązywanie problemu: uspokój się, innym razem założymy tamtą bluzkę, teraz najważniejsze żebyśmy się nie spóźnili,

- dawanie kazań: czy Ty zawsze musisz się tak złościć z byle powodu, przecież wczoraj w ogóle ci się nie podobała ta bluzka,

- filozofowanie: trudno, nie zawsze można mieć to co się chce, takie jest życie,

- porównywanie: zobacz twoja siostra nie marudzi i już czeka ubrana,

- zadawanie pytań: dlaczego musisz mi to robić właśnie teraz, dlaczego nie możesz założyć tamtej bluzki.

Wiem, że w takiej sytuacji nie mamy chęci, żeby skupiać się na tym, dlaczego dziecko chce się ubrać, tak a nie inaczej, chcemy, żeby po prostu nas posłuchało i tyle. W końcu jesteśmy rodzicami i maluch powinien uznać nasz wybór, po co zatem rozkładać to na czynniki pierwsze. Niestety jednak często jest tak, że wymienione wyżej reakcje w przeciwieństwie do tego, co zakładamy, powodują u dzieci dodatkową wrogość i poczucie niezrozumienia przez rodzica, co zupełnie nie pomaga w nawiązaniu współpracy, a wręcz niejednokrotnie prowadzi do histerii i kłótni. Natomiast zastosowanie narzędzia jakim, jest zaakceptowanie uczuć dziecka rodzi w nim ulgę, poczucie bycia zrozumianym i pozwala na choćby małe obniżenie napięcia emocjonalnego, a tym samym przejście do względnej współpracy. Spróbujcie sami, a zobaczycie jak zdumiewające efekty potrafi przynieść taka drobna wydawałoby się zmiana podejścia.

No dobrze, łatwo powiedzieć trudniej zrobić… zatem jak przejść od teorii do czynów.

  1. Faber i J. King proponują nam następujące strategie:
  • Zaakceptowanie uczuć dziecka słowami:

Kiedy dziecko przeżywa negatywne emocje lub zachowuje się negatywnie spróbuj zareagować w następujący sposób:

  1. Zaciśnij zęby i powstrzymaj chęć natychmiastowego zanegowania uczuć dziecka.
  2. Zastanów się jakie emocje może odczuwać w tej chwili Twoje dziecko.
  3. Spróbuj nazwać te emocje i powiedz dziecku jak odbierasz jego zachowanie i emocje.

Np. Dziecko mówi: nienawidzę mojej siostry, zawsze przeszkadza mi w zabawie i rozwala klocki. Zamiast zareagować: nie możesz tak mówić, przecież to twoja siostra, ona jest jeszcze mała i nie rozumie co robi,

spróbuj powiedzieć: wiem, denerwuje cię, kiedy twoja siostra niszczy twoją pracę, nie lubisz jak ci przeszkadza. Chciałbyś, żeby bawiła się z daleka od ciebie.

Powyższy przykład nie oznacza, że mamy zrobić teraz wszystko, żeby dzieci bawiły się oddzielnie lub też że nie pozwolimy młodszej latorośli dotykać zabawek starszaka, chodzi o to, żeby okazać zrozumienie dla uczuć dziecka w tej sytuacji. Pomoże mu to ochłonąć, a co najważniejsze dla nas zapobiec dalszemu wybuchowi emocji. A kiedy emocje już opadną i dziecko się uspokoi, możemy przejść do poszukania rozwiązań, które pomogą uniknąć trudności w dalszej perspektywie.

Jak wskazują autorki koncepcji: można zaakceptować wszystkie uczucia dziecka, należy zaś ograniczyć niektóre działania.

I jeszcze jedna mała, bardzo ważna uwaga od J. King i J. Faber, aby unikać używania „ale” po zaakceptowaniu uczuć dziecka, np. rozumiem, że wkurza cię zachowanie twojego młodszego brata, ALE nie możesz mu dokuczać. Dlaczego jest to takie istotne? Chodzi o to, żeby wtórnie nie zaprzeczać uczuciom dziecka. W związku z powyższym zamiast używać „ale” możemy powiedzieć: problem w tym, że …..” lub „chociaż wiesz, że” np. rozumiem, że wkurza cię zachowanie twojego młodszego brata, problem w tym, że maluch nie potrafi jeszcze bawić się tak, jak ty.  

  • Zaakceptowanie uczuć dziecka na piśmie

Chodzi tutaj o to, że jeśli dziecko marudzi, że bardzo czegoś chce, a my akurat nie możemy mu tego dać, możemy spisać listę życzeń dziecka na papierze np. rozumiem, że bardzo podoba ci się ta zabawka i chciałbyś ją mieć. Problem w tym, że nie mogę ci jej teraz kupić, ale możemy zapisać ją na twoją listę życzeń, może później uda się, odłożyć na to pieniążki. W ten sposób okażemy szacunek dla uczuć i pragnień dziecka, a z drugiej strony nauczymy je odkładania realizacji marzeń na później.

  • Zaakceptowanie uczuć za pomocą sztuki

Autorki książki proponują tutaj, aby zachęcić dziecko do wyrażenia swoich emocji na papierze np. poprzez narysowanie swojej wściekłości, smutku, (starsze dzieci mogą robić to same, młodszych możemy pytać co narysować) lub poprzez narysowanie tego, co dziecko chciało mieć lub dostać. Ważne jest, żeby spróbować się dostroić do emocji dziecka w tej sytuacji.

  • Zamienienie pragnień dziecka w fantazję: polega to na fantazjowaniu o tym, czego dziecko nie może mieć w rzeczywistości. Chodzi o to, by od frustracji, że nie możemy czegoś mieć przejść do radosnego, zabawnego, rozładowującego emocje wymyślania co chcielibyśmy mieć, gdyby nasze możliwości były nieograniczone. Np. dziecko chce dostać lody, fantazjujemy więc, że fajnie byłoby mieć w domu lodziarnię albo jakby z nieba zamiast śniegu spadały nasze ulubione lody itd.
  • Zaakceptowanie uczuć dziecka z milczącą uwagą – chodzi o to by przyjąć emocje dziecka bez zbędnego komentowania, udzielania porad, wtrącania swoich sugestii. Najistotniejsze tutaj jest to, żeby z całą empatią i okazaniem zrozumienia wysłuchać tego, co ma do powiedzenia dziecko. Mówiąc wprost chodzi, o to, żeby umożliwić dziecku wygadanie się, bez szukania rozwiązań.

I jeszcze jedna istotna uwaga od autorek koncepcji: ważne jest, aby unikać wypytywania zdenerwowanego dziecka o powód jego złości, smutku. Można z tym poczekać, aż dziecko się uspokoi i będzie chętne do rozmowy. W sytuacji, kiedy u malucha wszystko wrze i jest bliskie wybuchu, najważniejsze jest przyjęcie i zaakceptowanie jego uczuć, tak by dziecko czuło się zrozumiane i wysłuchane. W wielu przypadkach pomoże to zapobiec dalszemu wybuchowi emocji i ich eskalacji, co wtedy jest już najczęściej  trudne do opanowania.

Podsumowując: bardzo serdecznie zachęcam do rozważenia i skorzystania z porad J. King i J. Faber. Sama niejednokrotnie skorzystałam z tej metody i to nie tylko w odniesieniu do dzieci, ale też do dorosłych i faktycznie, wiele razy pomogła mi ona nie dopuścić do wybuchu wulkanu emocji, bądź też sprawiła, że mój rozmówca poczuł się przeze mnie lepiej wysłuchany i zrozumiany. Oczywiście nie jest to łatwe, często są sytuacje, w których zapominamy jaką strategię najlepiej byłoby obrać, często musimy reagować na tyle szybko, że nie ma czasu na zastanowienie się jakie narzędzie zastosować, często popełniamy błędy, dajemy się ponieść własnym emocjom, jednak nie znaczy to, że mamy się poddać, że nie warto wciąż od nowa próbować, rozwijać się, uczyć się lepszej komunikacji z naszymi największymi skarbami, bo jak wskazują same autorki:

„Doceniając uczucia naszych dzieci, pomagamy im wyrosnąć na ludzi, którzy wiedzą kim są i co czują. Budujemy też podstawy do tego, by w przyszłości szanowały uczucia i potrzeby innych osób.”

Życzę zatem wielu sukcesów w budowaniu owocnych relacji z naszymi dziećmi i wszystkimi innymi ludźmi wokół nas. Zachęcam również serdecznie do zapoznania się z innymi wskazówkami do pracy z dziećmi zamieszczonymi w poradniku „Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały. Poradnik przetrwania dla rodziców dzieci w wieku 2-7 lat.” J. Faber i J. King. Myślę, że jest to świetna pozycja dla rodziców małych dzieci i zawiera wiele przydatnych wskazówek i przykładów działania, których często brakuje nam w naszym zabieganym rodzicielstwie.

 

Artykuł przygotowała: Beata Krajewska

Literatura: J. Faber, J. King, „Jak mówić, żeby maluchy nas słuchały. Poradnik przetrwania dla rodziców dzieci w wieku 2-7 lat.”

16209 odwiedzin